Ponadczasowa klasyka

Omen historia heavy metalu blog o muzyce metalowejDziś przedstawię Wam sylwetki zespołów, które może nie zdobyły największej popularności, ale które każdy szanujący się fan heavy czy power metalu powinien jednak znać. Zespoły te  grają do dziś, nagrywają płyty i robią swoje nie patrząc na zmieniające się mody i trendy.

Jednym z takich zespołów jest amerykański OMEN. Zespół powstał w 1983r w Los Angeles z inicjatywy Kennego Powella, który dziś jako jedyny pozostał z oryginalnego składu. W 1984 r Metal Blade Records wydaje debiutancki album „Battle Cry”, który przynosi nam nieco ponad pół godzinki power metalu o tematyce bitewnej.

Omen "Battle Cry" - blog o muzyce metalowej, historia heavy metalu

Rok później Roadrunner Records wydaje drugi album „Warning of Danger”, który większych zmian nie przynosi. Mnie urzekł wokal Kennego – on naprawdę potrafi wyciągnąć niezłe partie.

Pod koniec 1986 roku ukazuje się trzeci album „The Curse” (Metal Blade Rec.). W 1988 r Metal Blade Records wydaje jeszcze „Escape to Nowhere” i po niej Omen przestaje istnieć.

Wiem, że reaktywowali się w 1996 r i coś tam jeszcze nagrali. W 2016 r ukazuje się jak dotąd ostatni ich album „Hammer Damage” i słuchając go mam wrażenie, że czas dla Omen zatrzymał się w latach ’80-tych, bo i brzmienie i muzyka nie uległy żadnym zmianom. Dalej to ten sam zespół, który ponad trzydzieści lat temu nagrał „Battle Cry” i za to wielki pokłon i szacunek, że nie zdradzili swoich ideałów i co najważniejsze – nie zawiedli starych fanów.

historia heavy metalu, blog o muzyce metalowej, recenzje płyt

Kolejnym zespołem wartym odnotowania jest MANILLA ROAD z USA. Istnieją już 40 lat, nagrywają płyty i koncertują. Powstali w 1977 r w Wichitia w stanie Kansas i podobnie jak w przypadku Omen jedynym oryginalnym muzykiem, który pozostał na placu boju, jest niezmordowany Mark Shelton. Zespół w swojej karierze zarejestrował 17 pełnych albumów, więc nie będę się tutaj rozwodził nad każdym z osobna, ale napiszę kilka słów o tych, które znam.

Moja przygoda zaczęła się od „Crystal Logic” z 1983 r (Roadster Records), ale płytę dostałem już w latach ’90-tych na kasecie od kolegi, bo jak wiadomo wszystkim, pozycje z zachodu do naszego cudownego kraju docierały ze sporym opóźnieniem. No chyba, że ktoś miał wujka w rajchu czy w Stanach, to miał zaraz po premierze. Od początku byłem oczarowany głosem Marka Sheltona: niezwykle ciepły, liryczny i emocjonalny. Muzycznie „Crystal Logic” to tradycyjny Heavy Metal z mitologiczno-fantastycznym  przesłaniem.

Manilla Road historia heavy metalu, blog o muzyce metalowej, recenzje płyt

W 1985 r ukazuje się „Open the Gates” (Black Dragon Records) i jest to dwupłytowe wydanie z załączonym singlem, na którym znajduje się jak dla mnie najlepszy utwór MANILLA ROAD -„The Ninth Wave”. Dziesięciominutowy epicki utwór, który potrafi wycisnąć łezkę na policzek.

Manilla Road historia heavy metalu, blog o muzyce metalowej i alternatywnej

Początek 1986 r przynosi nam „The Deluge”. Bez większych zmian Manilla pielęgnuje swój wypracowany przez lata styl, który można określić mianem epickiego tudzież mitologicznego metalu. W 1987 r Roadster Records wydaje „Mistification” i jest to ostatni ich album, jaki dane mi było odsłuchać. Czego teraz bardzo żałuję, ale niestety coraz bardziej pociągało mnie w stronę agresywniejszego grania i heavy metal został porzucony na rzecz  Death metalu, który wypełzał z podziemia na salony. W 1992 r MANILLA ROAD zawiesiła działalność, by dwa lata później ją wznowić. Zespół do tej pory nagrywa płyty i od czasu do czasu koncertuje.

historia heavy metalu, recenzje płyt metalowych, blog o muzyce alternatywnej

Jest jeszcze jeden zespół, którym zachwyciłem się w latach ’80-tych, a mianowicie GRAVE DIGGER. Po raz pierwszy usłyszałem ich w audycji Wojciecha Mana  „Metalowe Tortury” – prezentował wtedy ich debiutancki album „Heavy Metal Breakdown” (1984r Noise Records). Padłem na kolana i nie mogłem wstać, zostałem oczarowany muzyką „Grabarza”. To teraz kilka słów z historii Grave Digger zapodam. Zespół powstał w 1980 roku w Gladbeck-North Rhine-Westphalia w ówczesnym RFN-ie i jak w przypadku poprzednich zespołów jedynym oryginalnym członkiem, który tworzy zespół od samego początku jest wokalista Chris Boltendahl. Zespół ma na swoim koncie 18 albumów, ja niestety miałem przyjemność tylko kilka z nich poznać, i to tych z wcześniejszej działalności zespołu. „Heavy Metal Breakdown” jest dla mnie klasycznym i ponadczasowym albumem heavy metalowym, który mimo upływu ponad 30 lat w ogóle się nie zestarzał, a takie utwory jak „We Wanna Rock You” czy „Headbanging Man” miło łechtają moje ucho do dziś.

Grave Digger blog o muzyce metalowej, historia heavy metalu, recenzje płyt

W 1985 r Noise Records wydaje drugi album „Witch Hunter” z takimi hitami jak „Fight for Freedom”, „Love Is a Game” czy przeróbką utworu Alice Coopera „School’s Out”. Jak dla mnie to kolejna rewelacyjna płyta, do której wracam dość często. Na początku 1986 r wychodzi trzeci album „War Games” (Noise Recors). Grave Digger nie zwalnia tempa i serwuje nam kolejny przebojowy album z „Keep On Rockin” na czele. Doskonałe aranże, rewelacyjne wokale i solówki – taki właśnie powinien być rasowy Heavy Metal. Pierwsze trzy płyty „Grabarza” to właśnie ponadczasowa klasyka, później niestety straciłem z nim kontakt 🙂

Po jakimś czasie znajomy podrzucił mi „Tunes of War” z 1996 r (GUN Records). Jest to koncept album o historii Szkocji i to wyraźnie słychać na tej płycie (kapitalne kobzy).

Grave Digger historia heavy metalu, blog o muzyce metalowej, recenzje płyt

Warto też sięgnąć po wydawnictwo koncertowe „The Clans are Still Maching”, które zostało zarejestrowane na Festiwalu Wacken Open Air w 2010 r z gościnnym udziałem Van Canto (cudowne wejście szkockich kobziarzy). I dalej już leci koncert na pełnej parze z dymami i fajerwerkami.

Z racji swojego wieku lubię muzycznie wracać do czasów, kiedy byłem jeszcze nastolatkiem i kształtował się mój gust. Te trzy zespoły, choć nie są specjalnie popularne, odcisnęły na mnie ogromne piętno i do dziś często sięgam po wspomniane wyżej płyty. Tak hartowała się szlachetna stal w latach ’80-tych i te czasy będę pamiętał i wspominał do końca życia.

 

foto: metal-archives.com

Opublikowano Muzyka, Recenzje płyt | Skomentuj

Co w pianie piszczy.

Od jakiegoś czasu piwa kraftowe w naszym kraju cieszą się sporym powodzeniem i jeśli ktoś szuka akurat czegoś wyjątkowego w smaku – to myślę, że od czasu do czasu warto sięgnąć po browarek z innej półki. Ja z wielką ciekawością sięgam po te produkty, bo po pierwsze i najważniejsze: nie jest to masowa produkcja, jak w przypadku dużych koncernów. Po drugie: małe browary robią produkty wysokiej jakości, dbają o składniki i nie powielają schematów, które trącą myszką w przypadku koncernowych marek.

Dziś tradycyjnie chciałbym opisać kilka z nich oraz przedstawić swoje skromne zdanie, czy warto wysupłać więcej grosza za dobry trunek (oczywiście, że tak!).

steam time piwo kraftowe rzemieślnicze blog o piwach

steam time piwo kraftowe rzemieślnicze blog o piwach

Browar Kraftwerk nie waży słów, warzy piwo i coś w tym prawdy jest. Ostatnio natrafiłem na Steam Time czyli aromatyczny Earl Grey & Hibiskus Ipa. Wyczuwam w tym piwie egzotyczny posmak hibiskusa i bergamotki, który doskonale zbalansowany jest goryczką amerykańskiego chmielu. Ekstrakt 14%, alk. 6,4%.

the dancer piwo kraftowe rzemieślnicze blog o piwach

the dancer piwo kraftowe rzemieślnicze blog o piwach

Natomiast The Dancer z BroKreacji to typowy  belgijski Witbier. Jest to piwo jasne, w którym na pierwszy plan rzuca się cytrusowy aromat. Wyczuwalne są nuty kolendry i fenoli oraz delikatna pikantność. Ekstrakt 13%, alk. 5,2%.

madagaskar piwo kraftowe rzemieślnicze blog o piwach

Madagaskar to ciekawa propozycja dla poszukujących w piwie nowych doznań. Piwo typu Milk Stout wyprodukował Browar Setka w Browarze Wąsosz. W smaku  dominuje wanilia, której do produkcji tego piwa użyto aż 4 kg. Chmiele Cascade oraz słody: Pilzeński i Monachijski nadają tu wyjątkowego charakteru, gdzie czekolada miesza się z kardamonem. Ekstrakt 15%, alk. 4,6%.

Tajemniczy Jeździec to Session Ipa z Browaru Dukla. Niefiltrowane i niepasteryzowane, o ekstrakcie 10,5% i zawartości alkoholu 4%.

tajemniczy jeździec piwo kraftowe rzemieślnicze blog o piwach

tajemniczy jeździec piwo kraftowe rzemieślnicze blog o piwach

i na co on tak zerka?

tajemniczy jeździec piwo kraftowe rzemieślnicze blog o piwach

I na zakończenie jeszcze jedno Session Ipa z Browaru Wąsosz. Piwo Baba Jaga to rasowe, sesyjne India Pale Ale, czyli Ipa w wersji light. W skład wchodzą amerykańskie chmiele Amarillo i Citra dodane na zimno oraz Columbus, który nadaje korzennej goryczki. Dość wyraźne są tu aromaty żywiczne i cytrusowe. Ekstrakt 12,5%, alk. 5,6%.

baba jaga piwo kraftowe rzemieślnicze blog o piwach

baba jaga piwo kraftowe rzemieślnicze blog o piwach

I tym bajkowym akcentem zakończę dzisiejsze buszowanie w piance.

Opublikowano O piwie | Otagowano , , | Skomentuj

Mercyless „Pathetic Divinity” (2016r Kaotoxin Records)

Mercyless - blog o muzyce metalowej i alternatywnej, recenzje płyt

Mercyless jest jednym z tych zespołów, którego droga muzyczna nie była usłana różami, a mimo to dalej kroczą swoją osobliwą ścieżką.

Powstali w 1987 r w Mulhouse (Francja) i od tamtej pory z małą przerwą istnieją do dziś. W swoim dorobku mają sześć pełnych albumów, kilka demosów i mniejszych wydawnictw. Nie będę tutaj przytaczał szczegółowej historii zespołu, ponieważ chciałbym się dziś skupić na ich ostatnim wydawnictwie „Pathetic Divinity”, które ukazało się w ubiegłym roku pod banderą Kaotoxin Records.

mercyless pathetic divinity blog o muzyce alternatywnej, metalowej, recenzje płyt metalowych

Na album składa się dziesięć autorskich kompozycji, które można spokojnie oprawić w szerokie ramy death thrashowej łupanki. Płytę otwiera „Blood of lambs” – krótkie instrumentalne intro. Zaraz po nim następuje toporny wstęp do tytułowego „Pathetic Divinity”, by po chwili rozpętać lawinę dźwięków, łamanych rytmów i zmian tempa. Lubię jak zespoły tak kombinują i podają słuchaczowi pełnowartościowy produkt nie idąc na łatwiznę. Brzmienie jest mięsiste, typowo death metalowe, growle też nie odbiegają od normy, no może więcej trashowego pazura pokazuje perkusista, ale to jak najbardziej na plus.

Kolejny utwór „A Representation of Darkness” to krótki trzyminutowy strzał z blastami i wolnymi walcami. „My Name is Religion” od początku kopie drapieżnym riffem i pokazuje, że Mercyless ma jeszcze kilka asów w rękawie. Idealnie wpasowane plamy klawiszów dodają mrocznej atmosfery. „Exhort the Heretic” to rytmicznie płynący killer track z podwójnymi taktowcami, które miażdżą… po prostu miażdżą! Jak ja kocham takie utwory.

Mercyless nie odpuszcza i dalej serwuje nam kapitalny „Left to Rot”, czyli kopniak w średnim tempie z rewelacyjnymi wokalami, chyba najlepszymi na płycie. „Eucharistic Adoration” – fajny wstęp i potem lecimy w średnim tempie z thrashowymi zwolnieniami. Kolejny utwór o wymownym tytule „Christianist”, czyli znów trzy minuty konkretnego wpierdolu. Na zakończenie „How Deep Is Your Hate?” i „Liturgiae”. Płyta płynie, płynie i nieco ponad pół godzinki strzela jak z bicza.

Polecam „Pathetic Divinity” z całego mojego przesiąkniętego death metalem serducha. Mercyless to  zespół wielki  i na pewno należycie niedoceniony na światowych scenach metalu śmierci. Ja im kibicuję od samego początku i dalej będę to robił, dopóki będą nagrywać takie albumy. Amen.

Opublikowano Muzyka, Recenzje płyt | Otagowano , , , | Skomentuj

Czym przywitać Nowy Rok? Piwne propozycje i nie tylko…

Zbliża się koniec roku i jak wiadomo: żegnając go – będziemy „nawadniali” się różnego rodzaju napojami wyskokowymi. Ja już dziś chciałbym Wam kilka polecić, bo sam próbowałem i bez bicia mogę przyznać, że na drugi dzień z głową wszystko było w porządku. Dobry gatunek alkoholu zapewnia zero kaca na drugi dzień.

To może zacznę od lżejszych napitków czyli: piwa. (Wybaczcie, że pierwsze dwa zdjęcia przedstawiają już tylko puste butelki. Łakomstwo zwyciężyło…)

piwo rzemieślnicze fafik

Idealnym piwem na rozpoczęcie imprezy jest „Fafik”, czyli Grodziskie single hop galaxy z Browaru Artezan (Błonie). Jest to piwo górnej fermentacji, niefiltrowane i niepasteryzowane. Kolor bardzo jasny (piasek pustyni), a w smaku wyczuwalne nuty cytrusowe i (oczywiście po nalaniu)  obfita czapa piany na kuflu się pojawia. Ekstrakt 10%, alkoholu 4%.

piwo rzemieslnicze kraftowe basista z lemmym

piwo rzemieslnicze kraftowe basista z lemmym

Kolejnym piwem, którym warto umilić sobie wieczór, jest „Basista” z Browaru Profesja z Wrocławia. Jest to piwo typu American Farmhouse Ale, dość lekkie, rześkie, o delikatnej goryczce i bogatej osobowości. Przefermentowane zostało trzema szczepami drożdży, w tym dzikimi, w smaku wyczuwalne nuty wielu owoców. No i etykieta zobowiązuje, bo jak basista to nie kto inny ją zdobi jak… LEMMY! …a raczej jego karykatura 🙂 Ekstrakt 13 %, alk. 5,8%.

piwo rzemieślnicze kraftowe noc kupały perun

Co jakiś czas browar Perun wypuszcza ciekawe piwa i tym razem dali upust swojej wyobraźni warząc „Noc Kupały”. Jest to piwo typu Foreign extra stout z dodatkiem polskich chmieli „na zimno”. Mocno palony i czekoladowy aromat, wymieszany z żywiczno-korzenną nutą chmieli. Złożony, krzepki smak, z wyważoną goryczką. Ekstrakt 15%, alk.6,4%.

piwo rzemieślnicze kraftowe czarny smok nostalgia

Browar Fortuna też nie próżnuje i wypuścił edycję nostalgia 2016 „Czarny smok” oraz „Czerwony smok”. „Czarny Smok” to piwo ciemne, pełne, o wyraźnym smaku palonego cukru, w którego skład wchodzą słody jęczmienne: Pilzeński i palony oraz chmiel Herkules. Ekstrakt 13%, alk.5,6%. Jak dla mnie za dużo słodyczy, no ale jak ktoś lubi…

piwo rzemieslnicze kraftowe bass reeves

Kolejnym ciekawym piwem jest „Bass Reeves” z Browaru rzemieślniczego Faktoria. Jest to piwo typu Black Ipa aka Cascadian Dark Ale, czyli kompozycja słodów Pilzenskich, karmelowych i palonych. Nachmielone też jest konkretnie, bo aż sześciu rodzajów chmielu użyto do produkcji (Tomahawk, Cascade, Citra, Palisade, Centennial i Mosaic). W smaku wyczuwalne nuty owoców tropikalnych, czekolady i kawy. Średnia goryczka, która na długo pozostaje w ustach. Ekstrakt 15,1%, alk.6,5%.

piwo rzemieślnicze kraftowe Chmielum pollelum

„Chmielum Polelum” to Imperial Ipa od Piwo Warownia. Jest to piwo niefiltrowane z naturalnym osadem drożdżowym i mimo sporej goryczki  jest lekkie i pijalne, a to za zasługą płatków owsianych oraz cytrusowości pochodzącej od chmieli (Citra, Cascade i Warrior). Ekstrakt 19%, alk.8,0% IBU 100.

piwo rzemieślnicze kraftowe złoty pociąg

I na zakończenie moich „piwnych opowieści”, co by już więcej nie przedłużać, Browar z Lwówka Śląskiego wypuścił Portera „Złoty Pociąg” o mocy rażenia 8,5%. Oraz „Crazy Mike” z Ale Browar czyli Double Ipa o ekstrakcie 20% i mocy odpowiedniej 9,0%, ale to już tak na dobitkę jak komuś będzie mało, a sił jeszcze sporo 😉

piwo rzemieślnicze kraftowe crazy mike

Jeśli ktoś nie gustuje w chmielowych produktach, to polecić mogę procentowe soki z winogron, czyli czerwone wytrawne, które idealnie pasuje na taki wieczór, jak właśnie Sylwester. Jedną z moich ulubionych winnic jest Fattoria Cabanon z Włoch, w której produkowane jest  wino organiczne metodą tradycyjną. Ja – jako wielki amator winnego trunku – polecam Cuoredivino wytwarzane ze szczepów Cabernet Sauvigon 85% i Croatia 15%. W smaku ma wyczuwalne nuty wanilii, dżemu i dojrzałych owoców. W finiszu delikatny posmak kwiatowy i taninowy. Alk.14%.

fattoria cabanon wina włoskie organiczne bio

Zasmakowało mi też najmłodsze ich „dziecko”, czyli tegoroczne Vino Novello – Premiere 2016 (Beaujolais Nouveau). Jest to młode wino o bardzo lekkim posmaku świeżych owoców, delikatne na podniebieniu, a pod płaszczem tajemnicy skrywające swoją dużą moc. Jak dla mnie jest to wino, które zaspokoi najbardziej wymagające podniebienia. Alk.14%.

whisky whiskey irlandzka the wild geese

I na koniec jak zwykle wisienka na torcie.

Tym razem jest to irlandzka whiskey The Wild Geese Rare Silver Edition. Nazwa tego trunku nawiązuje do słynnych oddziałów irlandzkich, które poniosły klęskę w bitwie z Anglikami w 1608 r i przez następne 300 lat służyły w różnych częściach Europy. Produkuje ją gorzelnia Cooley we wschodniej części Irlandii. Jest podwójnie destylowana, a w skład jej wchodzą destylaty słodowe nietorfowe i zbożowe. Do jej starzenia wykorzystuje się beczki po amerykańskim bourbonie. Whiskey zaskakuje swoim pełnym i gładkim aromatem z nutami słodyczy, kwiatów, miodu i cytrusów. Smak aksamitny i złożony, z nutami jęczmienia, pomarańczy, limonki, dębu, siana i ziół. Przypomina mi to smaki dzieciństwa, kruchych maślanych ciasteczek, które zajadało się gdzieś w ukryciu przed rodzicami.

I tym ciasteczkowym akcentem zakończę dzisiejsze piankowanie na piwku. Wszystkiego dobrego w Nowym Roku!!!

Opublikowano O piwie, O whisky, O winach | Otagowano , , , , , , | Skomentuj

Czy to jeszcze jest muzyka?

 

Sam często zadaję sobie to pytanie…

No ale do rzeczy. Muzyka przybiera różne formy i co artysta – to inna wizja postrzegania dźwięków. Od czasu do czasu ktoś próbuje wymyślić coś innego czy też zaskoczyć słuchacza czymś oryginalnym, nowatorskim. Uwielbiam poznawać nowe trendy w muzyce, które zresztą wyrastają jak grzyby po deszczu. Dziś mam chęć na mały romans z tzw. antymuzyką, bo tak to można w wielkim skrócie określić. Zapewniam was, że zespoły tworzące antymuzkę istnieją i mało tego – mają rzesze fanów i co jakiś czas wydają kolejne płyty. Jednym z takich zespołów jest Yen Pox, projekt Michaela J.V. Hensleya i Stevena Halla.

Muzyka Yen Pox przypomina mi duszne klimaty rodem z apokaliptycznych filmów o końcu świata. Mroczne melodie, nieskończona pustka, odosobnienie czy podziemne ciemności… to tylko niewinne porównania, bo obcując z muzyką YP wybieramy się w podróż wgłąb czarnej dziury. Na koncie mają cztery albumy. Pierwszy „Yen Pox” wydany został w 1993 r, a po dłuższej przerwie (bo dopiero w 2000 r) ukazuje się „New Dark Age”. 2010 r przynosi trzecie wydawnictwo „Blood Music” i ostatni album z 2015 r „Between The Horizon And The Abyss”.

Nie jest to mój ulubiony rodzaj muzyki, ale od czasu do czasu zapuszczam się w takie rejestry „niechcianych melodii” (a raczej w ich brak). Kolejnym takim „wybrykiem” jest SCORN, który powstał w 1990 r i był to projekt ex perkusisty Napalm Death – Micka Harrisa oraz Nica Bullena, który w 1995 r. odszedł i Harris już do końca (czyli do 2011 r) działał sam. Muzyka Scorn to w skrócie: minimalistyczne, industrialne bity z naciskiem na głębokie linie basu. Na polu muzycznym niewiele się tutaj dzieje i chyba o to chodzi, bo ten cały minimalizm ma za zadanie wprowadzenia słuchacza w pewien rodzaj psychodelicznego transu. Ja słuchając często „Vae Solis” (Earache Records 1992 r) najzwyczajniej w świecie zasypiałem 😉 Zastanawiam się nad tym dość często, czy to jeszcze jest muzyka? Dudniące basy, które wspierają różnego rodzaju szmery, piski, zgrzyty czy nieludzkie odgłosy można jeszcze określać mianem muzyki? Podobne dźwięki usłyszymy wchodząc na halę produkcyjną wielkiej fabryki, gdzie stutonowe prasy zgniatają metalowe detale. Ale to temat na dłuższe przemyślenia, a jak ktoś ciekawy, to polecam jeszcze chociażby ich drugi album „Colossus” z 1993r.

Z muzyką The Nihilistic Front z Australii spotkałem się dość niedawno przy okazji wydania ich ostatniej płyty „Procession to Annihiliation” (2013 r Aesthetic Death). Duet powstał w 2005 r w Melbourne i w skład niego wchodzą Chris Newell i Gaz. Do tej pory nagrali cztery albumy: „The Four Seasons in Misery” (2006 r), „Total Disgust for Mankind” (2009 r), „Apocryphal Dirge” (2011 r) i wspomniany już wcześniej „Procession of Annihiliation”. Muzyka, którą mają nam do zaoferowania, to mieszanka funeral doom metalu (bardzo wolne tempa) z Death metalem (brzmienie). Czuć w tych niepokojących dźwiękach wszechobecną mizantropię, która potrafi wprowadzić słuchacza w transową nienawiść do całego świata. Przytłaczająco wolne partie perkusji podparte solidnym, soczystym brzmieniem gitar, a do tego grobowy ryk. Słuchając TNF mam wrażenie, jakbym zderzył się ze ścianą, gdzie za nią nie ma już kompletnie nic. Po kilkukrotnym przesłuchaniu w mózgu słuchacza powstają nieodwracalne zmiany po których następuje nihilizm ontologiczny. Trudno w to uwierzyć, ale w tym przypadku proces anihilacji został zakończony pomyślnie. I tym  optymistycznym akcentem zakończę dzisiejsze piwkowanie na piance 🙂

 

 

 

Opublikowano Muzyka, Recenzje płyt | Otagowano , | Skomentuj

Piwne nowinki.

Lato się skończyło, ale nie oznacza to wcale, że piwka bym się nie napił 🙂

Mało tego – jak uwarzy je mały browar rzemieślniczy, to nie ma dwóch zdań i trzeba skosztować. No to dziś o kilku nowinkach, które ostatnio próbowałem, kilka słów skrobnę.

blog-o-piwie-2

Na pierwszy strzał idzie piwko o nazwie „Atak chmielu”, które zostało uwarzone przez Pintę w browarze Na Jurze z Zawiercia. Jest to piwo w stylu American India Pale Ale górnej fermentacji. Kolor czerwono-miedziany, a w smaku wyczuwalne nuty cytrusowo-kwiatowe. Ja, nie wiedzieć czemu, wyczułem posmak brukselki 😀 Ekstrakt 15,1%, alk. 6,1%.

Z Pinty ciekawie prezentuje się również „A ja pale ale”, które tym razem uwarzył browar Zarzecze z Pietrzykowic. Jest to Pale Ale górnej fermentacji w wersji amerykańskiej, czyli wyraźna goryczka, odczuwalna podbudowa słodowa oraz wyrazisty aromat amerykańskiego chmielu. Ekstrakt 12,0%, alk. 4,5% czyli w sam raz.

3-piwka

Natomiast browar z Lwówka Śląskiego wyczuł chyba popularność i medialny szum, który zrobił się wokół złotego pociągu i zaoferował nam tematycznie lagera owianego tajemnicą 🙂 Złoty Pociąg to piwo bardzo delikatne w smaku, o złocistej barwie i gęstej pianie. Ekstrakt 10,0%, alk. 4,2%.

blog-o-piwie-3

Od jakiegoś czasu śledzę poczynania browaru Jana Olbrachta z Piotrkowa Trybunalskiego i muszę przyznać, że robią naprawdę wyśmienite piwa.  Po cichutku zaczynam im kibicować i mam nadzieję, że z czasem urosną w  siłę i powoli będą wypierać z rynku koncernowe sikacze.

No ale wracajmy do tematu 🙂

Seria Piwni Koledzy to kilka rodzajów piw – począwszy od zwykłego jasnego pełnego, a skończywszy na American Pale Ale. WeizenBock to piwo ciemne pszeniczne, górnej fermentacji, o bursztynowej barwie. W smaku wyczuwalne owoce (śliwka, rodzynka)  z delikatnym posmakiem goździków i lekką goryczką. Ekstrakt 16,5%, alk. 7,0%.

blog-o-piwie

Weizen jest piwem jasnym pszenicznym o owocowym aromacie (banany) i znów lekka nuta goździków. Naturalnie mętne z widocznym osadem, mocno nasycone dwutlenkiem węgla. Ekstrakt 12,5%, alk. 5,6%.

American Pale Ale to lekkie, jasne i orzeźwiające piwo typu „Ale” z wyczuwalną nutą cytrusową i wyrazistą goryczką. Idealna propozycja dla miłośników klasycznego intensywnego smaku piwa. Ekstrakt 12,5%, alk. 5,6%.

sabat-czarownic-piwko

I na koniec zostawiłem sobie Sabat Czarownic z browaru Perun. Jest to piwo ciemne pszeniczne w niemieckim stylu. W smaku bananowo-goździkowe z lekkim czekoladowym posmakiem. Słodkie z gęstą pianą i minimalną goryczką. Mniam. Ekstrakt 13%, alk. 5,8%. Tak na marginesie – gdybyście szukali na półkach w sklepie tego piwa, to etykieta ma wściekle różowy kolor. Tak tylko na zdjęciach nam jakoś wyszła czerwona.

sabat-czarownic-piwko-2

I to by było na dziś tyle.

Jak zwykle zapraszam do degustacji, zawsze warto sięgnąć po coś nowego i dobrego. I proponuję z daleka omijać koncernowe „piwopodobne” wyroby.

 

Opublikowano O piwie | Otagowano , , , | Skomentuj

Sadist – „Hyaena”

sadist blog o muzyce metalowej, recenzje płytKolejny już, siódmy album progresywnych Włochów z Sadist nie przynosi aż tak drastycznych zmian jak było w przypadku płyty „Lego”, którą nie wiedzieć czemu i komu nagrali w 2000 r. „Hyaena” – bo o niej dziś mowa – to 45 minut progresywnego death metalu, choć  tak naprawdę death metalu jest tutaj jak na lekarstwo.

Tommy Talamanca słynie ze swoich wirtuozerskich zapędów i tym razem dał upust swojej wyobraźni. Rozbudowane gitarowe popisy przekładają się z klawiszowymi pasażami, które nie sposób by było pomylić z innym zespołem. Płytę otwiera zakręcony „The Lonely Mountain”, czyli rwane gitary, perkusyjne łamańce i charakterystyczny skrzek Trevora. W połowie utworu wskakuje całkiem fajna zagrywka na basie, która podparta jest ciekawym solem.

sadist Hyaena death metal progressive

„Pachycrocuta” zaczyna się niezłą psychodelą i tak też jest do końca. Natomiast „Bouki” to już typowy Sadist, który znamy z poprzednich płyt, czyli rwane tempa, basowe zawijasy, no i ten upiorny klawisz, który nie jest tylko pozornym wypełniaczem.

Ciekawostką na płycie jest utwór „Gadawan Kura”, czyli instrumentalna podróż w krainę łagodności. Spokojne plumkanie gitary akustycznej podparte basowym podkładem, czyli chwilka na złapanie oddechu przed kolejnymi łamańcami. Zaraz po nim następuje atak w postaci „Eternal Enemies” i tutaj Sadist powraca z kolejną porcją matematycznych równań. I właśnie taki Sadist uwielbiam.

Płyta bardzo równa, dostarczająca co chwila nowych emocji, cały czas coś się dzieje i panowie tak naprawdę nie dają odpocząć słuchaczowi. Jedna z lepszych pozycji w dyskografii tych progresywnych makaroniarzy 🙂

Mi pasi.

Opublikowano Muzyka, Recenzje płyt | Otagowano , , | 2 komentarze

Terra Tenebrosa. Surrealistyczno – abstrakcyjne barbarzyństwo „The Reverses” (Debemur Morti Productions 2016)

Terra Tenebrosa  to dość młoda stażem kapela ze Sztokholmu. Przyznam się, że po raz pierwszy mam styczność z ich muzyką i jestem lekko zszokowany po przesłuchaniu…

Terra tenebrosa - blog o muzyce alternatywnej

Już okładka, na której widnieje tajemniczy dom w środku lasu, przed którym stoi mroczna postać w masce, daje wiele do myślenia. Muzyka na tej płycie jest obdarta z resztek ludzkich zachowań. Dehumanizacja osiągnęła tutaj ostatnie stadium zwyrodnienia, czyli inaczej: muzyczne bestialstwo w najokropniejszej formie. Tytuł „The Reverses” już sam wiele mówi, że odwrócone jest nieodwracalne i taki właśnie efekt wywołuje odsłuch tych siedmiu hymnów abstrakcji i koszmarnej wizji upadłego świata. A im dalej w las tym ciemniej…

Płyta zaczyna się od wiercenia dziury w głowie i to dosłownie. Gitary mielą ostatnie szare komórki w zatęchłych zakamarkach ludzkiej świadomości. Nie wiadomo czego się spodziewać, bo złowieszcze odgłosy atakują z nieznanych mi dotąd  rejonów. A to dopiero początek!

Terra tenebrosa - blog o muzyce alternatywnej

Płytę rozpoczyna „Makoria”, która po chwili przeistacza  się w „Ghost and the end of the rope”, czyli horror rozpoczyna się na dobre. Ludzkie instynkty przetrwania zostały złamane i marszowy „The End is Mine to Ride” niczym armia zombie rozprawia się z człowieczeństwem. Upodlone dźwięki w stylu wczesnych dokonań Bathory to tylko niewinny romans, który Terra Tenebrosa zaserwuje nam w dalszej części płyty. „Marmorisation” zaczyna się dość spokojnie brzdąkaniną, która tylko z pozorów jest taką zwykłą brzdąkaniną, bo po chwili przeradza się w chaotyczne dźwięki, którym wtóruje złowieszczy szept, charkot, czy jak tam to sobie nazwiecie. Ja po prostu mam ciary na takich wokalizach. Bardziej mi pasuje porównanie: jak piekielny wyziew. No i ten wszechobecny niepokój, który czai się gdzieś za rogiem! Płyta jednym słowem PORAŻA słuchacza natłokiem dźwięków, które nie sposób określić czy wbić w konkretne ramy.

Wyczuwam duże pokłady mrocznych wizji, które nadają muzyce TT swoistego smaczku. Wszechobecny strach i groza to kolejne elementy układanki, które idealnie współgrają z całością. W tym wypadku muzyka nabiera innego wymiaru, który ciężko jednoznacznie do czegoś przyłatać. Jest strasznie, zupełnie nieprzewidywalnie, a zarazem duszno i upiornie. Jest ZŁO i to nie takie na siłę czy wymuszone, to jest prawdziwe ZŁO!!!

Kto odważny, to polecam, bo na pewno nie będzie zawiedziony.

 

Opublikowano Muzyka, Recenzje płyt | Otagowano , | Skomentuj

Piwne nowinki.

Minęło już trochę czasu od ostatniego wpisu, więc jestem bogatszy o kolejne doznania smakowe jeśli chodzi o degustację złotego płynu. Byłem ostatnio w Czeskiej Republice i skosztowałem przeróżnych piw, a jak powszechnie wiadomo jest tam w czym wybierać.

blog-o-piwie-piwa-swiata (6)

Ale akurat dziś przetestuję kilka nowinek z naszego podwórka, plus coś z egzotyki na deser zapodam.

Na dzień dobry: Wheat India Pale Ale z Browaru Wrężel. Jest to piwo górnej fermentacji, w którego skład wchodzą chmiele: Columbus, Citra i Equinox. Pszeniczna Ipa pełna wyrazistej goryczki z  cytrusowo-owocowym posmakiem, chmielone na zimno. Ekstrakt 15,5%, alk. 6,3 %.

blog-o-piwie-piwa-swiata

Kolejnym wartym spróbowania piwem jest Vato Loco z Browaru Rzemieślniczego Jana z Zawiercia. Piwo typu Ipa produkowane ze słodu Pale Ale i kilku rodzajów chmielu min. Cinook, Palisade, Citra, Cascade i Simcoe. Ekstrakt 16,5%, alk. 6,5%.

blog-o-piwie-piwa-swiata (7)

Jan Olbracht też nie próżnuje i wypuścił piwną serię z etykietami autorstwa A. Mleczki. Każdy fan Andrzeja na pewno z ciekawości sięgnie po flaszeczkę zdobioną prześmiewczymi rysunkami. Śmietanka to typowy pszeniczniak o charakterystycznym aromacie bananów i goździków. Naturalnie mętne z efektowną gęstą pianą na pewno ucieszy każdego piwosza. Ekstrakt 12,5 %, alk. 5,6 %.

Natomiast Korona Olbrachta to piwo jasne pełne górnej fermentacji, chmielone szlachetnymi odmianami chmielu z Czech, Niemiec i Polski. I tutaj zacytuję napis na kontretykiecie – „Na królewskie zakończenie każdego dnia”. Nic dodać, nic ująć, hehe. Ekstrakt 12,5 %, alk. 5,6 %.

blog-o-piwie-piwa-swiata (3)

I na koniec wisienka na torcie czyli Cerveza De Los Muertos z Meksyku. Hop on or Die to typowa Ipa  o cytrusowym posmaku, wyraźnej goryczce i mętnym złotawym kolorze. Alk. 5,9 %.

Queen of the Night to Pale Ale o głębokim bursztynowym kolorze i obfitej pianie. W smaku bardzo delikatne, wyczuwalne nuty karmelu i gorzkiej czekolady. Alk. 4,9 %.

blog-o-piwie-piwa-swiata (5)

A bym zapomniał! Belgowie też ważą wyśmienite piwo. I takim piwem jest LUCIFER. Typowy Belgian Ale z browaru Het Anker o odpowiedniej sile rażenia jak na Lucka przystało, czyli 8 %. Takich kilka flaszek i pozamiatane 🙂

piwka blog o piwie

I tym wesołym akcentem zakończę na dziś piwne wędrówki. Zapraszam do bliższego zapoznania się wyżej przedstawionymi trunkami, zawsze to coś innego od koncernowych sikaczy, które obok piwa nawet nie stały. Satysfakcja gwarantowana, no i dziwnego bólu głowy na drugi dzień można uniknąć 😀

Opublikowano O piwie | Otagowano , , | Skomentuj

Co nowego w piwnym świecie?

Dawno nie pisałem nic na Piance, a powód jest jeden – chroniczny brak czasu. Junior rośnie i potrzebuje zwiększonej dawki rodzicielskiej opieki. Doba jest za krótka, żeby to wszystko ogarnąć. A gdzie jeszcze recenzje płyt, które leżą na półce i zbierają kurz? Człowiek nie ma czasu na solidne przesłuchanie, temat zostaje ledwie liźnięty i płyta przelatuje jak woda w kiblu 😉 Jednym uchem wpada drugim wypada… i jak tu żyć 😉

A tyle ostatnio ciekawych płyt z dobrą muzą się ukazało, na ten przykład nowy Sadist czy Kvelertak. Ech, po marudziłem i na tym  temat się kończy. Dziś  kilka słów o nowych piwach rzec chciałbym, więc  zakasam rękawy i do roboty.

blog o piwie piwa polskie

Ostatnimi czasy Browar Staropolski (zresztą jeden z moich faworytów na krajowym rynku) wypuścił kilka nowinek na zbliżające się upalne dni. Kultowe jasne jest piwem otwartej fermentacji, które jest produkowane według staropolskiej receptury. Bardzo delikatne i orzeźwiające. Ekstrakt 11 %. Alk. 5,2 %. No i ta etykieta żywcem wyjęta z lat 70-tych. Natomiast Pszenica Staropolska to typowy pszeniczniak górnej fermentacji w stylu bawarskim. Naturalnie mętne i delikatne w smaku, a to dzięki dużej zawartości słodu pszenicznego. W smaku wyczuwalne aromaty przyprawowo-owocowe. Piwo uwarzone na podstawie receptury domowego piwowara F. Paprockiego. Alk. 5,2 %.

Pomorskie to tradycyjne piwo niefiltrowane dolnej fermentacji z intensywną goryczką szlachetnego chmielu. Warzone jest w legendarnym browarze Z. Anstadta więc tradycja zobowiązuje. Alk. 5,5 %. Kolejne piwa z tego browaru można uznać  za ciekawostki. Jedną z nich jest Piwo bez soku czyli męski lager serii BESTBIR. Już sam slogan na kontretykiecie mówi nam wszystko, że to jest piwo dla ludzi z poczuciem humoru. I coś w tym jest, bo na etykiecie szczerzy zęby wesoły brodacz trzymając na widelcu pęto kiełbachy, a w ręku dzierży kufelek piwka ociekający gęstą pianą. Pod obrazkiem widnieje napis „Nie przesadź z ilością”. A więc trza się mieć na baczności z tym męskim lagerem 😉 Alk. 6,1 %.

piwa świata piwka polskie blog o piwie o alkoholach

Podobnym piwem jest BIG CYC czyli cudny zapach, smak, pszenica oto piwo jest Big Cyca. Klaun i prześmiewca Skiba i jego komanda. Big Beer Pszenica Antypodów to połączenie lekkości i orzeźwienia stylu American Wheat z aromatami nowozelandzkich odmian chmielu. Alk.5,0%. I na koniec Jasne Pełne, świetny skład, z piwem dzisiaj lepszy świat! Otwórz serce, otwórz oczy, płyn do gardła sam się wtoczy. Pije rockman i zakonnica, bo wszystkich zachwyca piwo Big Cyca! To śpiewałem ja Jarząbek 🙂 Alk.6,2 % .

To na dziś tyle. Miłego weekendu!!!

Opublikowano O piwie | Otagowano , , | Skomentuj