Czym przywitać Nowy Rok? Piwne propozycje i nie tylko…

Zbliża się koniec roku i jak wiadomo: żegnając go – będziemy „nawadniali” się różnego rodzaju napojami wyskokowymi. Ja już dziś chciałbym Wam kilka polecić, bo sam próbowałem i bez bicia mogę przyznać, że na drugi dzień z głową wszystko było w porządku. Dobry gatunek alkoholu zapewnia zero kaca na drugi dzień.

To może zacznę od lżejszych napitków czyli: piwa. (Wybaczcie, że pierwsze dwa zdjęcia przedstawiają już tylko puste butelki. Łakomstwo zwyciężyło…)

piwo rzemieślnicze fafik

Idealnym piwem na rozpoczęcie imprezy jest „Fafik”, czyli Grodziskie single hop galaxy z Browaru Artezan (Błonie). Jest to piwo górnej fermentacji, niefiltrowane i niepasteryzowane. Kolor bardzo jasny (piasek pustyni), a w smaku wyczuwalne nuty cytrusowe i (oczywiście po nalaniu)  obfita czapa piany na kuflu się pojawia. Ekstrakt 10%, alkoholu 4%.

piwo rzemieslnicze kraftowe basista z lemmym

piwo rzemieslnicze kraftowe basista z lemmym

Kolejnym piwem, którym warto umilić sobie wieczór, jest „Basista” z Browaru Profesja z Wrocławia. Jest to piwo typu American Farmhouse Ale, dość lekkie, rześkie, o delikatnej goryczce i bogatej osobowości. Przefermentowane zostało trzema szczepami drożdży, w tym dzikimi, w smaku wyczuwalne nuty wielu owoców. No i etykieta zobowiązuje, bo jak basista to nie kto inny ją zdobi jak… LEMMY! …a raczej jego karykatura 🙂 Ekstrakt 13 %, alk. 5,8%.

piwo rzemieślnicze kraftowe noc kupały perun

Co jakiś czas browar Perun wypuszcza ciekawe piwa i tym razem dali upust swojej wyobraźni warząc „Noc Kupały”. Jest to piwo typu Foreign extra stout z dodatkiem polskich chmieli „na zimno”. Mocno palony i czekoladowy aromat, wymieszany z żywiczno-korzenną nutą chmieli. Złożony, krzepki smak, z wyważoną goryczką. Ekstrakt 15%, alk.6,4%.

piwo rzemieślnicze kraftowe czarny smok nostalgia

Browar Fortuna też nie próżnuje i wypuścił edycję nostalgia 2016 „Czarny smok” oraz „Czerwony smok”. „Czarny Smok” to piwo ciemne, pełne, o wyraźnym smaku palonego cukru, w którego skład wchodzą słody jęczmienne: Pilzeński i palony oraz chmiel Herkules. Ekstrakt 13%, alk.5,6%. Jak dla mnie za dużo słodyczy, no ale jak ktoś lubi…

piwo rzemieslnicze kraftowe bass reeves

Kolejnym ciekawym piwem jest „Bass Reeves” z Browaru rzemieślniczego Faktoria. Jest to piwo typu Black Ipa aka Cascadian Dark Ale, czyli kompozycja słodów Pilzenskich, karmelowych i palonych. Nachmielone też jest konkretnie, bo aż sześciu rodzajów chmielu użyto do produkcji (Tomahawk, Cascade, Citra, Palisade, Centennial i Mosaic). W smaku wyczuwalne nuty owoców tropikalnych, czekolady i kawy. Średnia goryczka, która na długo pozostaje w ustach. Ekstrakt 15,1%, alk.6,5%.

piwo rzemieślnicze kraftowe Chmielum pollelum

„Chmielum Polelum” to Imperial Ipa od Piwo Warownia. Jest to piwo niefiltrowane z naturalnym osadem drożdżowym i mimo sporej goryczki  jest lekkie i pijalne, a to za zasługą płatków owsianych oraz cytrusowości pochodzącej od chmieli (Citra, Cascade i Warrior). Ekstrakt 19%, alk.8,0% IBU 100.

piwo rzemieślnicze kraftowe złoty pociąg

I na zakończenie moich „piwnych opowieści”, co by już więcej nie przedłużać, Browar z Lwówka Śląskiego wypuścił Portera „Złoty Pociąg” o mocy rażenia 8,5%. Oraz „Crazy Mike” z Ale Browar czyli Double Ipa o ekstrakcie 20% i mocy odpowiedniej 9,0%, ale to już tak na dobitkę jak komuś będzie mało, a sił jeszcze sporo 😉

piwo rzemieślnicze kraftowe crazy mike

Jeśli ktoś nie gustuje w chmielowych produktach, to polecić mogę procentowe soki z winogron, czyli czerwone wytrawne, które idealnie pasuje na taki wieczór, jak właśnie Sylwester. Jedną z moich ulubionych winnic jest Fattoria Cabanon z Włoch, w której produkowane jest  wino organiczne metodą tradycyjną. Ja – jako wielki amator winnego trunku – polecam Cuoredivino wytwarzane ze szczepów Cabernet Sauvigon 85% i Croatia 15%. W smaku ma wyczuwalne nuty wanilii, dżemu i dojrzałych owoców. W finiszu delikatny posmak kwiatowy i taninowy. Alk.14%.

fattoria cabanon wina włoskie organiczne bio

Zasmakowało mi też najmłodsze ich „dziecko”, czyli tegoroczne Vino Novello – Premiere 2016 (Beaujolais Nouveau). Jest to młode wino o bardzo lekkim posmaku świeżych owoców, delikatne na podniebieniu, a pod płaszczem tajemnicy skrywające swoją dużą moc. Jak dla mnie jest to wino, które zaspokoi najbardziej wymagające podniebienia. Alk.14%.

whisky whiskey irlandzka the wild geese

I na koniec jak zwykle wisienka na torcie.

Tym razem jest to irlandzka whiskey The Wild Geese Rare Silver Edition. Nazwa tego trunku nawiązuje do słynnych oddziałów irlandzkich, które poniosły klęskę w bitwie z Anglikami w 1608 r i przez następne 300 lat służyły w różnych częściach Europy. Produkuje ją gorzelnia Cooley we wschodniej części Irlandii. Jest podwójnie destylowana, a w skład jej wchodzą destylaty słodowe nietorfowe i zbożowe. Do jej starzenia wykorzystuje się beczki po amerykańskim bourbonie. Whiskey zaskakuje swoim pełnym i gładkim aromatem z nutami słodyczy, kwiatów, miodu i cytrusów. Smak aksamitny i złożony, z nutami jęczmienia, pomarańczy, limonki, dębu, siana i ziół. Przypomina mi to smaki dzieciństwa, kruchych maślanych ciasteczek, które zajadało się gdzieś w ukryciu przed rodzicami.

I tym ciasteczkowym akcentem zakończę dzisiejsze piankowanie na piwku. Wszystkiego dobrego w Nowym Roku!!!

Opublikowano O piwie, O whisky, O winach | Otagowano , , , , , , | Skomentuj

Czy to jeszcze jest muzyka?

 

Sam często zadaję sobie to pytanie…

No ale do rzeczy. Muzyka przybiera różne formy i co artysta – to inna wizja postrzegania dźwięków. Od czasu do czasu ktoś próbuje wymyślić coś innego czy też zaskoczyć słuchacza czymś oryginalnym, nowatorskim. Uwielbiam poznawać nowe trendy w muzyce, które zresztą wyrastają jak grzyby po deszczu. Dziś mam chęć na mały romans z tzw. antymuzyką, bo tak to można w wielkim skrócie określić. Zapewniam was, że zespoły tworzące antymuzkę istnieją i mało tego – mają rzesze fanów i co jakiś czas wydają kolejne płyty. Jednym z takich zespołów jest Yen Pox, projekt Michaela J.V. Hensleya i Stevena Halla.

Muzyka Yen Pox przypomina mi duszne klimaty rodem z apokaliptycznych filmów o końcu świata. Mroczne melodie, nieskończona pustka, odosobnienie czy podziemne ciemności… to tylko niewinne porównania, bo obcując z muzyką YP wybieramy się w podróż wgłąb czarnej dziury. Na koncie mają cztery albumy. Pierwszy „Yen Pox” wydany został w 1993 r, a po dłuższej przerwie (bo dopiero w 2000 r) ukazuje się „New Dark Age”. 2010 r przynosi trzecie wydawnictwo „Blood Music” i ostatni album z 2015 r „Between The Horizon And The Abyss”.

Nie jest to mój ulubiony rodzaj muzyki, ale od czasu do czasu zapuszczam się w takie rejestry „niechcianych melodii” (a raczej w ich brak). Kolejnym takim „wybrykiem” jest SCORN, który powstał w 1990 r i był to projekt ex perkusisty Napalm Death – Micka Harrisa oraz Nica Bullena, który w 1995 r. odszedł i Harris już do końca (czyli do 2011 r) działał sam. Muzyka Scorn to w skrócie: minimalistyczne, industrialne bity z naciskiem na głębokie linie basu. Na polu muzycznym niewiele się tutaj dzieje i chyba o to chodzi, bo ten cały minimalizm ma za zadanie wprowadzenia słuchacza w pewien rodzaj psychodelicznego transu. Ja słuchając często „Vae Solis” (Earache Records 1992 r) najzwyczajniej w świecie zasypiałem 😉 Zastanawiam się nad tym dość często, czy to jeszcze jest muzyka? Dudniące basy, które wspierają różnego rodzaju szmery, piski, zgrzyty czy nieludzkie odgłosy można jeszcze określać mianem muzyki? Podobne dźwięki usłyszymy wchodząc na halę produkcyjną wielkiej fabryki, gdzie stutonowe prasy zgniatają metalowe detale. Ale to temat na dłuższe przemyślenia, a jak ktoś ciekawy, to polecam jeszcze chociażby ich drugi album „Colossus” z 1993r.

Z muzyką The Nihilistic Front z Australii spotkałem się dość niedawno przy okazji wydania ich ostatniej płyty „Procession to Annihiliation” (2013 r Aesthetic Death). Duet powstał w 2005 r w Melbourne i w skład niego wchodzą Chris Newell i Gaz. Do tej pory nagrali cztery albumy: „The Four Seasons in Misery” (2006 r), „Total Disgust for Mankind” (2009 r), „Apocryphal Dirge” (2011 r) i wspomniany już wcześniej „Procession of Annihiliation”. Muzyka, którą mają nam do zaoferowania, to mieszanka funeral doom metalu (bardzo wolne tempa) z Death metalem (brzmienie). Czuć w tych niepokojących dźwiękach wszechobecną mizantropię, która potrafi wprowadzić słuchacza w transową nienawiść do całego świata. Przytłaczająco wolne partie perkusji podparte solidnym, soczystym brzmieniem gitar, a do tego grobowy ryk. Słuchając TNF mam wrażenie, jakbym zderzył się ze ścianą, gdzie za nią nie ma już kompletnie nic. Po kilkukrotnym przesłuchaniu w mózgu słuchacza powstają nieodwracalne zmiany po których następuje nihilizm ontologiczny. Trudno w to uwierzyć, ale w tym przypadku proces anihilacji został zakończony pomyślnie. I tym  optymistycznym akcentem zakończę dzisiejsze piwkowanie na piance 🙂

 

 

 

Opublikowano Muzyka, Recenzje płyt | Otagowano , | Skomentuj

Piwne nowinki.

Lato się skończyło, ale nie oznacza to wcale, że piwka bym się nie napił 🙂

Mało tego – jak uwarzy je mały browar rzemieślniczy, to nie ma dwóch zdań i trzeba skosztować. No to dziś o kilku nowinkach, które ostatnio próbowałem, kilka słów skrobnę.

blog-o-piwie-2

Na pierwszy strzał idzie piwko o nazwie „Atak chmielu”, które zostało uwarzone przez Pintę w browarze Na Jurze z Zawiercia. Jest to piwo w stylu American India Pale Ale górnej fermentacji. Kolor czerwono-miedziany, a w smaku wyczuwalne nuty cytrusowo-kwiatowe. Ja, nie wiedzieć czemu, wyczułem posmak brukselki 😀 Ekstrakt 15,1%, alk. 6,1%.

Z Pinty ciekawie prezentuje się również „A ja pale ale”, które tym razem uwarzył browar Zarzecze z Pietrzykowic. Jest to Pale Ale górnej fermentacji w wersji amerykańskiej, czyli wyraźna goryczka, odczuwalna podbudowa słodowa oraz wyrazisty aromat amerykańskiego chmielu. Ekstrakt 12,0%, alk. 4,5% czyli w sam raz.

3-piwka

Natomiast browar z Lwówka Śląskiego wyczuł chyba popularność i medialny szum, który zrobił się wokół złotego pociągu i zaoferował nam tematycznie lagera owianego tajemnicą 🙂 Złoty Pociąg to piwo bardzo delikatne w smaku, o złocistej barwie i gęstej pianie. Ekstrakt 10,0%, alk. 4,2%.

blog-o-piwie-3

Od jakiegoś czasu śledzę poczynania browaru Jana Olbrachta z Piotrkowa Trybunalskiego i muszę przyznać, że robią naprawdę wyśmienite piwa.  Po cichutku zaczynam im kibicować i mam nadzieję, że z czasem urosną w  siłę i powoli będą wypierać z rynku koncernowe sikacze.

No ale wracajmy do tematu 🙂

Seria Piwni Koledzy to kilka rodzajów piw – począwszy od zwykłego jasnego pełnego, a skończywszy na American Pale Ale. WeizenBock to piwo ciemne pszeniczne, górnej fermentacji, o bursztynowej barwie. W smaku wyczuwalne owoce (śliwka, rodzynka)  z delikatnym posmakiem goździków i lekką goryczką. Ekstrakt 16,5%, alk. 7,0%.

blog-o-piwie

Weizen jest piwem jasnym pszenicznym o owocowym aromacie (banany) i znów lekka nuta goździków. Naturalnie mętne z widocznym osadem, mocno nasycone dwutlenkiem węgla. Ekstrakt 12,5%, alk. 5,6%.

American Pale Ale to lekkie, jasne i orzeźwiające piwo typu „Ale” z wyczuwalną nutą cytrusową i wyrazistą goryczką. Idealna propozycja dla miłośników klasycznego intensywnego smaku piwa. Ekstrakt 12,5%, alk. 5,6%.

sabat-czarownic-piwko

I na koniec zostawiłem sobie Sabat Czarownic z browaru Perun. Jest to piwo ciemne pszeniczne w niemieckim stylu. W smaku bananowo-goździkowe z lekkim czekoladowym posmakiem. Słodkie z gęstą pianą i minimalną goryczką. Mniam. Ekstrakt 13%, alk. 5,8%. Tak na marginesie – gdybyście szukali na półkach w sklepie tego piwa, to etykieta ma wściekle różowy kolor. Tak tylko na zdjęciach nam jakoś wyszła czerwona.

sabat-czarownic-piwko-2

I to by było na dziś tyle.

Jak zwykle zapraszam do degustacji, zawsze warto sięgnąć po coś nowego i dobrego. I proponuję z daleka omijać koncernowe „piwopodobne” wyroby.

 

Opublikowano O piwie | Otagowano , , , | Skomentuj

Sadist – „Hyaena”

sadist blog o muzyce metalowej, recenzje płytKolejny już, siódmy album progresywnych Włochów z Sadist nie przynosi aż tak drastycznych zmian jak było w przypadku płyty „Lego”, którą nie wiedzieć czemu i komu nagrali w 2000 r. „Hyaena” – bo o niej dziś mowa – to 45 minut progresywnego death metalu, choć  tak naprawdę death metalu jest tutaj jak na lekarstwo.

Tommy Talamanca słynie ze swoich wirtuozerskich zapędów i tym razem dał upust swojej wyobraźni. Rozbudowane gitarowe popisy przekładają się z klawiszowymi pasażami, które nie sposób by było pomylić z innym zespołem. Płytę otwiera zakręcony „The Lonely Mountain”, czyli rwane gitary, perkusyjne łamańce i charakterystyczny skrzek Trevora. W połowie utworu wskakuje całkiem fajna zagrywka na basie, która podparta jest ciekawym solem.

sadist Hyaena death metal progressive

„Pachycrocuta” zaczyna się niezłą psychodelą i tak też jest do końca. Natomiast „Bouki” to już typowy Sadist, który znamy z poprzednich płyt, czyli rwane tempa, basowe zawijasy, no i ten upiorny klawisz, który nie jest tylko pozornym wypełniaczem.

Ciekawostką na płycie jest utwór „Gadawan Kura”, czyli instrumentalna podróż w krainę łagodności. Spokojne plumkanie gitary akustycznej podparte basowym podkładem, czyli chwilka na złapanie oddechu przed kolejnymi łamańcami. Zaraz po nim następuje atak w postaci „Eternal Enemies” i tutaj Sadist powraca z kolejną porcją matematycznych równań. I właśnie taki Sadist uwielbiam.

Płyta bardzo równa, dostarczająca co chwila nowych emocji, cały czas coś się dzieje i panowie tak naprawdę nie dają odpocząć słuchaczowi. Jedna z lepszych pozycji w dyskografii tych progresywnych makaroniarzy 🙂

Mi pasi.

Opublikowano Muzyka, Recenzje płyt | Otagowano , , | 2 komentarze

Terra Tenebrosa. Surrealistyczno – abstrakcyjne barbarzyństwo „The Reverses” (Debemur Morti Productions 2016)

Terra Tenebrosa  to dość młoda stażem kapela ze Sztokholmu. Przyznam się, że po raz pierwszy mam styczność z ich muzyką i jestem lekko zszokowany po przesłuchaniu…

Terra tenebrosa - blog o muzyce alternatywnej

Już okładka, na której widnieje tajemniczy dom w środku lasu, przed którym stoi mroczna postać w masce, daje wiele do myślenia. Muzyka na tej płycie jest obdarta z resztek ludzkich zachowań. Dehumanizacja osiągnęła tutaj ostatnie stadium zwyrodnienia, czyli inaczej: muzyczne bestialstwo w najokropniejszej formie. Tytuł „The Reverses” już sam wiele mówi, że odwrócone jest nieodwracalne i taki właśnie efekt wywołuje odsłuch tych siedmiu hymnów abstrakcji i koszmarnej wizji upadłego świata. A im dalej w las tym ciemniej…

Płyta zaczyna się od wiercenia dziury w głowie i to dosłownie. Gitary mielą ostatnie szare komórki w zatęchłych zakamarkach ludzkiej świadomości. Nie wiadomo czego się spodziewać, bo złowieszcze odgłosy atakują z nieznanych mi dotąd  rejonów. A to dopiero początek!

Terra tenebrosa - blog o muzyce alternatywnej

Płytę rozpoczyna „Makoria”, która po chwili przeistacza  się w „Ghost and the end of the rope”, czyli horror rozpoczyna się na dobre. Ludzkie instynkty przetrwania zostały złamane i marszowy „The End is Mine to Ride” niczym armia zombie rozprawia się z człowieczeństwem. Upodlone dźwięki w stylu wczesnych dokonań Bathory to tylko niewinny romans, który Terra Tenebrosa zaserwuje nam w dalszej części płyty. „Marmorisation” zaczyna się dość spokojnie brzdąkaniną, która tylko z pozorów jest taką zwykłą brzdąkaniną, bo po chwili przeradza się w chaotyczne dźwięki, którym wtóruje złowieszczy szept, charkot, czy jak tam to sobie nazwiecie. Ja po prostu mam ciary na takich wokalizach. Bardziej mi pasuje porównanie: jak piekielny wyziew. No i ten wszechobecny niepokój, który czai się gdzieś za rogiem! Płyta jednym słowem PORAŻA słuchacza natłokiem dźwięków, które nie sposób określić czy wbić w konkretne ramy.

Wyczuwam duże pokłady mrocznych wizji, które nadają muzyce TT swoistego smaczku. Wszechobecny strach i groza to kolejne elementy układanki, które idealnie współgrają z całością. W tym wypadku muzyka nabiera innego wymiaru, który ciężko jednoznacznie do czegoś przyłatać. Jest strasznie, zupełnie nieprzewidywalnie, a zarazem duszno i upiornie. Jest ZŁO i to nie takie na siłę czy wymuszone, to jest prawdziwe ZŁO!!!

Kto odważny, to polecam, bo na pewno nie będzie zawiedziony.

 

Opublikowano Muzyka, Recenzje płyt | Otagowano , | Skomentuj

Piwne nowinki.

Minęło już trochę czasu od ostatniego wpisu, więc jestem bogatszy o kolejne doznania smakowe jeśli chodzi o degustację złotego płynu. Byłem ostatnio w Czeskiej Republice i skosztowałem przeróżnych piw, a jak powszechnie wiadomo jest tam w czym wybierać.

blog-o-piwie-piwa-swiata (6)

Ale akurat dziś przetestuję kilka nowinek z naszego podwórka, plus coś z egzotyki na deser zapodam.

Na dzień dobry: Wheat India Pale Ale z Browaru Wrężel. Jest to piwo górnej fermentacji, w którego skład wchodzą chmiele: Columbus, Citra i Equinox. Pszeniczna Ipa pełna wyrazistej goryczki z  cytrusowo-owocowym posmakiem, chmielone na zimno. Ekstrakt 15,5%, alk. 6,3 %.

blog-o-piwie-piwa-swiata

Kolejnym wartym spróbowania piwem jest Vato Loco z Browaru Rzemieślniczego Jana z Zawiercia. Piwo typu Ipa produkowane ze słodu Pale Ale i kilku rodzajów chmielu min. Cinook, Palisade, Citra, Cascade i Simcoe. Ekstrakt 16,5%, alk. 6,5%.

blog-o-piwie-piwa-swiata (7)

Jan Olbracht też nie próżnuje i wypuścił piwną serię z etykietami autorstwa A. Mleczki. Każdy fan Andrzeja na pewno z ciekawości sięgnie po flaszeczkę zdobioną prześmiewczymi rysunkami. Śmietanka to typowy pszeniczniak o charakterystycznym aromacie bananów i goździków. Naturalnie mętne z efektowną gęstą pianą na pewno ucieszy każdego piwosza. Ekstrakt 12,5 %, alk. 5,6 %.

Natomiast Korona Olbrachta to piwo jasne pełne górnej fermentacji, chmielone szlachetnymi odmianami chmielu z Czech, Niemiec i Polski. I tutaj zacytuję napis na kontretykiecie – „Na królewskie zakończenie każdego dnia”. Nic dodać, nic ująć, hehe. Ekstrakt 12,5 %, alk. 5,6 %.

blog-o-piwie-piwa-swiata (3)

I na koniec wisienka na torcie czyli Cerveza De Los Muertos z Meksyku. Hop on or Die to typowa Ipa  o cytrusowym posmaku, wyraźnej goryczce i mętnym złotawym kolorze. Alk. 5,9 %.

Queen of the Night to Pale Ale o głębokim bursztynowym kolorze i obfitej pianie. W smaku bardzo delikatne, wyczuwalne nuty karmelu i gorzkiej czekolady. Alk. 4,9 %.

blog-o-piwie-piwa-swiata (5)

A bym zapomniał! Belgowie też ważą wyśmienite piwo. I takim piwem jest LUCIFER. Typowy Belgian Ale z browaru Het Anker o odpowiedniej sile rażenia jak na Lucka przystało, czyli 8 %. Takich kilka flaszek i pozamiatane 🙂

piwka blog o piwie

I tym wesołym akcentem zakończę na dziś piwne wędrówki. Zapraszam do bliższego zapoznania się wyżej przedstawionymi trunkami, zawsze to coś innego od koncernowych sikaczy, które obok piwa nawet nie stały. Satysfakcja gwarantowana, no i dziwnego bólu głowy na drugi dzień można uniknąć 😀

Opublikowano O piwie | Otagowano , , | Skomentuj

Co nowego w piwnym świecie?

Dawno nie pisałem nic na Piance, a powód jest jeden – chroniczny brak czasu. Junior rośnie i potrzebuje zwiększonej dawki rodzicielskiej opieki. Doba jest za krótka, żeby to wszystko ogarnąć. A gdzie jeszcze recenzje płyt, które leżą na półce i zbierają kurz? Człowiek nie ma czasu na solidne przesłuchanie, temat zostaje ledwie liźnięty i płyta przelatuje jak woda w kiblu 😉 Jednym uchem wpada drugim wypada… i jak tu żyć 😉

A tyle ostatnio ciekawych płyt z dobrą muzą się ukazało, na ten przykład nowy Sadist czy Kvelertak. Ech, po marudziłem i na tym  temat się kończy. Dziś  kilka słów o nowych piwach rzec chciałbym, więc  zakasam rękawy i do roboty.

blog o piwie piwa polskie

Ostatnimi czasy Browar Staropolski (zresztą jeden z moich faworytów na krajowym rynku) wypuścił kilka nowinek na zbliżające się upalne dni. Kultowe jasne jest piwem otwartej fermentacji, które jest produkowane według staropolskiej receptury. Bardzo delikatne i orzeźwiające. Ekstrakt 11 %. Alk. 5,2 %. No i ta etykieta żywcem wyjęta z lat 70-tych. Natomiast Pszenica Staropolska to typowy pszeniczniak górnej fermentacji w stylu bawarskim. Naturalnie mętne i delikatne w smaku, a to dzięki dużej zawartości słodu pszenicznego. W smaku wyczuwalne aromaty przyprawowo-owocowe. Piwo uwarzone na podstawie receptury domowego piwowara F. Paprockiego. Alk. 5,2 %.

Pomorskie to tradycyjne piwo niefiltrowane dolnej fermentacji z intensywną goryczką szlachetnego chmielu. Warzone jest w legendarnym browarze Z. Anstadta więc tradycja zobowiązuje. Alk. 5,5 %. Kolejne piwa z tego browaru można uznać  za ciekawostki. Jedną z nich jest Piwo bez soku czyli męski lager serii BESTBIR. Już sam slogan na kontretykiecie mówi nam wszystko, że to jest piwo dla ludzi z poczuciem humoru. I coś w tym jest, bo na etykiecie szczerzy zęby wesoły brodacz trzymając na widelcu pęto kiełbachy, a w ręku dzierży kufelek piwka ociekający gęstą pianą. Pod obrazkiem widnieje napis „Nie przesadź z ilością”. A więc trza się mieć na baczności z tym męskim lagerem 😉 Alk. 6,1 %.

piwa świata piwka polskie blog o piwie o alkoholach

Podobnym piwem jest BIG CYC czyli cudny zapach, smak, pszenica oto piwo jest Big Cyca. Klaun i prześmiewca Skiba i jego komanda. Big Beer Pszenica Antypodów to połączenie lekkości i orzeźwienia stylu American Wheat z aromatami nowozelandzkich odmian chmielu. Alk.5,0%. I na koniec Jasne Pełne, świetny skład, z piwem dzisiaj lepszy świat! Otwórz serce, otwórz oczy, płyn do gardła sam się wtoczy. Pije rockman i zakonnica, bo wszystkich zachwyca piwo Big Cyca! To śpiewałem ja Jarząbek 🙂 Alk.6,2 % .

To na dziś tyle. Miłego weekendu!!!

Opublikowano O piwie | Otagowano , , | Skomentuj

Co w pianie piszczy?

blog o piwach alkoholach piwa świata recenzje

Tradycją Pianki na Piwku jest oczywiście tropienie nowinek ze świata znanego i lubianego złotego napoju zwanego piwem, więc co jakiś czas poczytacie o ciekawszych piwach z naszego kraju i nie tylko. Dziś kolejna porcja do spróbowania. To lecimy po kolei.

piwo kult blog o alkoholach piwach

KULT (co za piękna nazwa) – już mętna zawartość zdradza nam, że jest to piwo pszeniczne, niefiltrowane. W smaku bardzo delikatne, z obfitą pianą, alk. 5 %. Wyprodukowano przez OAO „Krynica” Republika Białoruś. Mi posmakowało wyjątkowo, więc z całego serca polecam.

piwo vienna lager blog o piwie o alkoholach

Kolejnym ciekawym piwem, które ostatnio degustowałem, jest Vienna Lager (Rebel) z Browaru Sulimar w Piotrkowie Tryb. Jest to piwo jasne dolnej fermentacji, które posiada umiarkowanie bogaty aromat słodów jasnych i ciemnych. Subtelna chmielowa goryczka w połączeniu z elegancką słodowością nadaje temu piwu rześkie zakończenie. Alk.6%. Ten sam browar proponuje Lager Dunkel, czyli piwo ciemne o ciekawym karmelowym smaku. Alk 6%.

piwo hedge hog blog o piwach o alkoholach

Natomiast Hedge Hog to już typowe piwo ciemne typu Stout. Jest to piwo górnej fermentacji, które dzięki połączeniu dwóch słodów jęczmiennego i pszenicznego daje dosyć ciekawy miraż smaków. Wyczuwalny jest bardzo wyraźny smak włoskiego espresso i gorzkiej czekolady. A dopełnieniem tego jest bardzo wyraźna gorycz amerykańskiego chmielu, co w finale doskonale uwalnia żywiczno-sosnowe aromaty. Hedge Hog jest gwarancją ostrych doznań smakowych więc myślę, że warto sięgnąć po buteleczkę tego wspaniałego piwa. Wyprodukowano w Browarach Regionalnych Wąsosz. Alk.5,1%.

Ten sam browar w swojej ofercie posiada też piwa imienne i tak na przykład Steve to American Lager, czyli wyrazistość chmielu Simcoe. Alk 4,2 %. Albert to już typowy niemiecki pszeniczniak o zawartości alk 4,9%, w którego skład wchodzą trzy słody: monachijski, pilzeński i karmelowy.

blog o piwacg świata blog o alkoholach

Za ciekawostkę piwowarską można uznać Senojo Vilniaus z Litwy, które jest piwem ciemnym… z przyprawami!!! „Stare Wilno” to mocny lager  warzony według tradycyjnej receptury z zastosowaniem naturalnej fermentacji i dojrzewania. Piwo to charakteryzuje się lekko słodkim posmakiem, ciemną barwą i aromatem skórki pomarańczowej oraz goździków. Wyprodukował je browar Vilniaus Alus w Wilnie. Alk 8,2%.

piwo black bicz blog o alkoholach blog o piwach

I na zakończenie Black Bicz z browaru  Soli Piwko. Jest to piwo typu Imperial Black Ipa, w którego skład wchodzą cztery chmiele (Cascade, Chinok, Citra i Simcoe) oraz słody jęczmienne – pale ale, monachijski i słód pszeniczny. W smaku ma wyczuwalne nuty karmelu i cytrusów, intensywny wręcz czarny kolor, który elegancko przykrywa gęsta piana. Alk. odpowiednio 8,1%.

Na dziś to tyle i myślę, że czasami warto sięgnąć po nowe marki, które co jakiś czas pojawiają się na naszym coraz bogatszym rynku piwowarskim, bo potrafią mile zaskoczyć.

Opublikowano O piwie | Otagowano , , | Skomentuj

Kosiarki, piły, tunele i inne zarazy.

Ostatnio mam jakieś konkretne echo na zespoły z przełomu  lat ’80 i  ’90. Kapele w tamtych czasach wyrastały jak grzyby po deszczu i każda miała do zaoferowania coś ciekawego, innego, zwariowanego. Dziś kilka słów o  kapelach „normalnych inaczej”.

Jedną z takich hord jest Brytyjski Lawnmower Deth. Powstali w 1987 r w Mansfield. W 1990 r Earache Records wydaje ich debiut „O0h Crikey It’s… Lawnmower Deth” czyli 23 kawałki zatopione w czarnym winylu. Prześmiewczy crossover z punkową perkusją i tekstami o kosiarkach, polityce i śmierci!!! Mi ta muza od razu podeszła i katowałem to często i gęsto na kaseciaku. O ile mnie pamięć nie myli wcześniej tylko S.O.D. stworzyli coś podobnego. W dźwiękach L.D. znalazło się więcej przestrzeni i luzu, co wyraźnie zaznaczyli na swoim drugim albumie „The Return of the Fabulous Metal Bozo Clown”. Fantastyczny powrót klauna to dopiero był strzał w dziesiątkę. Jest tutaj wszystko, co potrzebne do konkretnej zabawy albo i do rozpierduchy (jak tam kto woli). I tak mistrzowskie wręcz cyrkowe zagrywki klauna umilają nam czas przez 50 minut. Ostatnim wydawnictwem „kosiary” jest „Billy” z 1994 r. Po tej płycie niestety zespół przestaje istnieć. Po 14 latach postanawiają wrócić i grać koncerty. O nowej płycie jak na razie cicho sza.

Zostajemy jeszcze na chwilkę przy dobrej zabawie bo Infectious Grooves na salony wpływa. Owa kapelka to taki uboczny projekt Mika Miura i Roberta Trujillo z Suicidal Tendencies. Powstali w 1989 r i do 2000 r nagrali cztery pełne płyty i kilka splitów. Zadebiutowali albumem „The Plague That Makes Your Booty Move… It’s the Infectious Grooves” w 1991 r wydanym przez Epic Records. Muzycznie mamy tutaj kombinację funky rocka z metalem. Wyraźny klangujący bas, ostre przycinające gitary i krzyczący głos Mika to właśnie Incectious Grooves. Ma być zabawa, ma być  wesoło i z przyklaskiem 🙂

Mi najbardziej siadł w pamięci ich trzeci  album „Groove Family Cyco” z 1994 r. W 2000 r nagrali „Mas Borracho” i zniknęli. W 2007 reaktywowali się, ale już bez Trujillo. Czy coś z tego będzie, to czas pokaże.

Kolejnym zespołem, który wbił mnie w fotel, jest Saw Throat z UK. Zespół co prawda już nie istnieje, ale zostawił po sobie płytę, którą uwielbiam „INDESTROY” (1989 r Manic Ears). Mieszanka crust punk, industrial  i grindcore z typowym brytyjskim brudnym i niechlujnym brzmieniem. Tylko jeden utwór, ale rozstrzał gatunkowy jest przeogromny. Apokalipsa się zbliża i gdy słucham tych dźwięków wyczuwam  pewien niepokój. Muzyka zawarta na płycie stopniowo narasta i buduje niepowtarzalny klimat wręcz fabryczny. Czuć ducha maszyny i żelastwa walającego się po hali przemysłowej. Wiem, że pozostawili po sobie więcej nagrań, ale niestety nie było dane mi obcować z nimi.

Schnitt Acht to z kolei industrialna maszyna pochodząca z Orlando (USA). Ich album „Slash and Burn” rzucił mną swego czasu o ścianę i to konkretnie. Zimne sample, płynące leniwe gitary i przesterowany wokal – tak w skrócie jawi się S.A. Na tamte czasy takich kapel było bardzo niewiele, więc wciągałem wszystko jak leci. Oj, bije tu chłodem jak z lodowca na Grenlandii i taki właśnie powinien być industrial.

I na koniec jedna z moich ulubionych płyt, a mianowicie „Hate Song in a E Minor” Fudge Tunnel z 1991 r (Earache Records). Gdy pierwszy raz usłyszałem te brudne dźwięki – oszalałem. Istna mieszanka wybuchowa, gdzie noise, industrial i sludge mieszają się w jednym kotle, a przyprawione to wszystko jest histerycznym wokalem, angielskim syfem i szorstkim brzmieniem. Nikt tak nie grał jak oni i dlatego od razu przykuli moją uwagę na dłużej. Może następne płyty nie były już tak spontaniczne, ale swoje pięć minut mieli.

Jakąś chwilkę później Alex Newport (voc.) zwąchał się z Maxem Cavalerą i tak powstał Nailbomb, który to wypuścił tylko jeden album „Point Black” (1994 r Roadrunner Records). To był konkretny pocisk wymierzony w polityczny światek. Mieszanka starej Sepultury, brudu Fudge Tunnel i  industrialnego chłodu. Oj, jak ja kocham ten album!!! Po takiej torpedzie nie pozostaje mi nic innego jak zakończyć temat. Myślę, że jeszcze nie raz Pianka na Piwku powróci do lat 90-tych, bo to istna kopalnia nietuzinkowych kapel.

Opublikowano Muzyka | Otagowano , , , , , , | 2 komentarze

Sadness – Ewangelia smutku.

blog o doom metalu Sadness

Szwajcaria to nie tylko banki, franki i śmierdzące sery, ale i dobra muzyka. Nie ma tego za wiele, ale jak już jest to pierwsza liga. Na myśl od razu przychodzi mi Hellhammer/Celtic Frost/Tryptikon, Krokus, Samael, Alastis, Messiah no i Sadness. Dziś o tych ostatnich, bo wielki to był zespół i bardzo niedoceniony.

Powstali w 1990 r w Sionie i przez osiem lat swojej mrocznej działalności nagrali trzy albumy. Po wydaniu dwóch demówek w 1993 r Witchhunt Records wydaje debiut „Ames De Marbre”. Zaledwie 35 minut depresyjnej muzyki przesiąkniętej do bólu smutkiem i depresją. Mrok nabiera tutaj innego wymiaru, a  złowieszczy głos Steffa dopełnia całości.

Przeklęta  to nuta przesiąknięta specyficznym rodzajem grozy rodem z filmów lat 70-tych, gdzie czerń i biel tworzyły niesamowity klimat. Mnie pochłonął ten album bez pamięci. Wyśmienicie zaaranżowane partie fortepianu, które na przemian przeplatają się z delikatnym niewieścim głosem i skrzypcami.

W 1995 r Godhead recordings wydaje drugi album „Danteferno”. Klimatem przypomina dokonania z pierwszej płyty czyli dalej smutek, mrok i depresja. Urzekły mnie wysublimowane partie  orkiestralne, których może nie ma za wiele, ale jak już się pojawią, to ciarki mam na całym ciele. Bardzo dobra płyta i w niczym nie ustępuje „jedynce”.

W 1997 r wychodzi niestety ostatnia płyta tych surrealistycznych Szwajcarów: „Evangelion”. Płyta zawiera cztery nowe utwory plus trzy znane z poprzednich wydawnictw. Wielka szkoda, że tak szybko pożegnali się z muzycznym światem, bo zespół to był wielki i do tej pory słyszę głosy, że to właśnie Sadness i Samael wywarł wielki wpływ na szwajcarska szkołę klimatycznego metalu. I ja się pod tymi słowami podpisuję.

Tak dla ciekawskich podaję skład:
Steff Terry – Stephane Rössli
Chiva – Phillippe Riand
Gradel – Claude Lugon
Lloyd – Laurent Perroud
Andy – Andre Zuffrey

 

 

foto: metal-archives.com

Opublikowano Muzyka | Otagowano , , , , | 2 komentarze